Powrót do żydowskich korzeni

II wojna światowa przerwała nić wiążącą kulturę żydowską z polską. Pozostała wyrwa, na długo niezagospodarowana. To przerwanie korzeni jest częścią bogatej, niejednoznacznej spuścizny, z której dziś korzystamy. Z tego też powodu rośnie w nas potrzeba odkrycia tego, co niegdyś było nierozerwalnie związane z pejzażem kulturowym Polski.

Muzyka w tradycji żydowskiej była zawsze bardzo obecna i odgrywała istotną rolę. Poprzez nią wyrażano uczucia religijne, uważano ją za nośnik duchowości, ale i transmiter tożsamości. Obecnie jej istota rodzi więcej pytań niż odpowiedzi. Czy muzykę żydowską tworzą wyłącznie Żydzi? Czy musi ona nawiązywać do żydowskich motywów? Czym ona właściwie jest? Jak wiele punktów widzenia, tak i mnożą się odpowiedzi, a ich zestawienie tworzy ciekawy i niejednoznaczny obraz żydowskiej kultury. Wśród punktów wspólnych wielu doszukuje się motywów tanecznych oraz jednoczesnego występowania radości i smutku.

Dziś muzyka żydowska nie jest zarezerwowana wyłącznie dla potomków tych, którzy ocaleli z Zagłady. Odarta z duchowej warstwy stała się w zasadzie czymś uniwersalnym. Sięgają po nią zarówno Żydzi, jak i nie-Żydzi, muzycy wrażliwi na kulturową różnorodność, próbujący w swoich działaniach odgadnąć, jaki mogłaby mieć ciąg dalszy. Od kilku lat muzyka żydowska na nowo mości sobie miejsce na krajowej scenie. Coraz więcej osób się w nią zanurza. Artyści poznają w dużej mierze przemilczaną narodową przeszłość, a także odkrywają nieistniejącą homogeniczność kultury polskiej. Wielokulturowe wątki otwierają nowe możliwości. Obecnie muzyka żydowska jest pretekstem, by poznawać utracone korzenie, eksplorować jej możliwości i eksperymentować z formą i gatunkami.

Ślady żydowskiej kultury w PRL‑u

Komunizm mocno ograniczył możliwości rozwoju kultury żydowskiej, co nie oznacza, że wymazano ją całkowicie z ludzkiej świadomości. Tuż po wojnie, w czasie politycznej niestabilności, żydowska społeczność potrzebowała muzycznych występów, by wyrazić ogrom przytłaczających emocji żalu, straty, niezgody, ale i nadziei. Jeszcze do lat 50. powstawały inicjatywy i instytucje, takie jak żydowskie kluby i ośrodki kulturalne, których działalność została raptownie zakończona przez decydentów. Jednak ta muzyka była obecna na co dzień, chociażby w miejskim folklorze warszawskim, który zazębiał się z żydowskim. Piosenki Nie masz cwaniaka na warszawiaka czy U cioci na imieninach śpiewane przez warszawskich pieśniarzy zostały napisane przez artystów pochodzenia żydowskiego.

W efekcie prowadzonej polityki wielu Żydów wyjechało, inni zaś zaczęli postrzegać swoje pochodzenie jako brzemię i ukrywali je. Znacząco osłabiło to ich wpływ na kulturę. Wśród nielicznych szerzej znanych żydowskich artystów była chociażby Gołda Tencer czy Natasza Zylska, która pod koniec lat 50. wyemigrowała do Izraela. Lukę wypełniali polscy artyści. Sława Przybylska, od najmłodszych lat zafascynowana tajemnicą Narodu Wybranego, od początku kariery wykonywała pieśni i piosenki żydowskie, hebrajskie oraz polskie, które były stworzone przez Żydów lub Polaków z żydowskimi korzeniami. Ważną kontynuatorką tej muzyki była także Ewa Demarczyk. Wykonywała m.in. Psalmy Dawidowe czy popularną w Polsce piosenkę Miasteczko Bełz, śpiewała teksty Tuwima, Leśmiana, Własta, Mandelsztama. Artystka w sposób widoczny przeżywała pustkę po żydowskiej kulturze. W jej twórczości niemalże namacalne są ziejąca pustka, smutek i charakterystyczny romantyzm.

Polska Scena Muzyki Żydowskiej

Po 1989 roku kultura w Polsce zaczęła się swobodnie i bez ograniczeń rozwijać. Muzycy poszukiwali i odbudowywali tradycję, która niegdyś nas kształtowała, nadali jej nowe znaczenie. Pierwszym krokiem był początkowo niewielki Festiwal Kultury Żydowskiej. Rozbrzmiewające w tych dniach dźwięki przez długie lata nie były słyszane na krakowskim Kazimierzu. Podupadła dzielnica zaczęła się stopniowo zmieniać w tętniące życiem centrum kultury. Ta próba symbolicznego odnalezienia żydowskiej kultury, zainicjowana przez Janusza Makucha i Krzysztofa Gierata, była ciekawą, inspirującą alternatywą po upadku komunizmu. Rozbudzało to wyobraźnię wielu.

Na tej fali powstało kilka zespołów klezmerskich. Jarosław Bester, zafascynowany nowopoznanymi dźwiękami, stworzył Cracow Klezmer Band (obecnie działający pod nazwą Bester Quartet). Tradycja muzyki żydowskiej nie była im znana. Swoje brzmienie kształtowali, grając w knajpach na Kazimierzu. Lider zespołu zastanawiał się, jak mogłaby brzmieć muzyka klezmerska, gdyby nie było Zagłady. Dzięki eksploracji różnych elementów zespół wyszedł poza ramy nurtu i trafił do serca samego Johna Zorna, który w 2000 roku wydał ich debiut i późniejsze albumy w kultowym Tzadik Records (nota bene czołowej wytwórni promującej żydowską kulturę na świecie). Baster Quartet znany jest dziś poza granicami – i tak jak Kroke oraz wiele innych polskich zespołów szerzą muzykę klezmerską na świecie.

Festiwal w Krakowie wiele zdziałał. Nie tylko spopularyzował kulturę żydowską w Polsce, lecz także rozwinął świadomość rodaków oraz otworzył oczy na ważnych, zagranicznych twórców. takich jak Habrera Hativeet, Brave Old World, The Klezmatics czy David Krakauer. Niedługo później wielozmysłowa kultura eventu wchłonęła muzykę żydowską, która przedarła się do głównego nurtu. Wielkobudżetowe festiwale w dużych miastach, m.in. Festiwal „Warszawa Singera” (od 2004), Tzadik Poznań Festival (od 2007) czy Festiwal Nowa Muzyka Żydowska (od 2009) cieszą się dużym, również międzynarodowym zainteresowaniem. Ich rozmach, miejsca oraz komercyjność przyciągają turystów i stają się wizytówką miast.

Poza głównym nurtem

To, co najszumniej reklamowane na dużych festiwalach, często jest odgrzewaniem na nowo podobnej do siebie muzyki. Powiewem świeżości są muzycy nieprzystawalny, niedający się zaszufladkować, gdzieś spoza głównego nurtu. Tworzą oni w sposób bezkompromisowy, wyłącznie na własnych warunkach. Jedne z pierwszych składów, przełamujących schematy, skupiały się wokół poznańskiej wytwórni Multikulti, warszawskiego LADO ABC i trójmiejskiego Kilogram Records.

Wywrotową twórczość proponowali chociażby artyści pochodzenia żydowskiego, którzy na nowo odkrywają własną tożsamość; to, co zostało im odebrane. Raphael Rogiński, artysta, dla którego nie ma żadnych granic, jako jeden z pierwszych zaczął poszukiwać nowych eksperymentalnych brzmień muzyki żydowskiej. Do życia powołał kilka projektów, m.in. Cukunft, gdzie na warsztat wziął pieśni przedwojennego autora Mordechaja Gebirtiga, oraz Alte Zachen, w którym połączył chasydzkie niguny z muzyką rock „n rollową. Niedługo później jego drogi przecięły się z Mikołajem Trzaską.

Jazzman znany m.in. ze sceny yassowej i improwizacji przez długi czas wahał się, by sięgnąć do swoich korzeni. Nie przystawał na cepeliany obraz żydowskiej kultury. Projekt Shofar z jednej strony wyewoluował ze wspólnego spotkania Trzaski z Rogińskim, z drugiej zaś był odpowiedzią na amerykańsko-żydowskie eksperymenty, które zyskiwały coraz większą popularność w naszym kraju: „Doszedłem do wniosku, że jeśli nie stworzymy polskiej muzyki żydowskiej, autentycznej, granej przez ludzi czujących się Żydami, to będziemy cwelami na całej linii”.

Po kilku dniach prób Trzasce zaczęły śnić się żydowskie pieśni. Uznał to za znak. Trio (z Maciem Morettim) wydało debiut Shofar (2007) z utworami napisanymi na podstawie zebranych pieśni chasydzkich z terenów Ukrainy, Polski i Mołdawii przez czołowego etnomuzykologa żydostwa Europy Wschodniej Mojsieja Jakowlewicza Bieregowskiego. Wychodząc od tradycyjnej muzyki żydowskiej, muzycy przefiltrowali niguny przez swoje muzyczne osobowości i połączyli z free jazzem. Improwizacja, od której zaczęła się przygoda Trzaski, jest nieodłącznym elementem każdego projektu. Ircha, którą niedługo potem powołał do życia wraz z Pawłem Szamburskim, Wacławem Zimplem oraz Michałem Górczyńskim, łączy z kolei specyfikę kwartetu klarnetowego z eksploracją muzyki żydowskiej poprzez improwizację.

W międzyczasie powstało wiele interesujących projektów wokół Festiwalu Nowa Muzyka Żydowska organizowanego przez Fundację NADAYE, jak chociażby Vox Varshe / Jacaszek Bramy Nieba czy Zimpel / Robinson / Zerang /Rogiński Music for the Yemenite Jews, będący próbą odtworzenia kultury muzycznej diaspory Żydów z Jemenu. Te inicjatywy są nowym, świeżym podejściem do muzyki żydowskiej. Tradycja staje się tutaj punktem odniesienia, inspiracją do często eksperymentalnego poszukiwania nowoczesnych brzmień, splatając je z odległymi od siebie gatunkami.

Na pograniczu kultur

W wielu miasteczkach, niegdyś będących żydowskimi skupiskami, pamięć o ich dawnych mieszkańcach stała się zatarta, nieznana mieszkańcom. Są jednak miejsca, gdzie ludzie stają oko w oko z historią i kultywują pamięć o tych, których już nie ma. Sejny, mała miejscowość na granicy Polski i Litwy, to miejsce styku różnych kultur. Ośrodek i Fundacja „Pogranicze – sztuk, kultur, narodów”, działająca na tym terenie ponad trzydziestu lat, kreuje nowe tradycje, spotkania z przeszłością i kulturową otwartość.

Orkiestra Klezmerska Teatru Sejneńskiego, stworzona podczas prac nad przedstawieniem Dybuk w reżyserii Szymona Anskiego, wyrasta z fascynacji tradycyjną muzyką żydowską. Choć dawnych mieszkańców już nie ma, pozostała po nich pusta przestrzeń, która jest na nowo definiowana. Muzyka klezmerska w Sejnach rozbrzmiewa na nowo – bez Żydów, lecz z żywą pamięcią o nich. Biała Synagoga dziś już zdesakralizowana, stała się przestrzenią spotkania kultur, dialogu, który urzeczywistnia się poprzez sztukę, debatę i edukację. To zarówno ekscytujące uczestnictwo w trwającym od lat eksperymencie, jak i pretekst do poznania przeszłości, odgrzebanie tego, co przykrył ząb czasu.

Orkiestra Klezmerska Teatru Sejneńskiego / zródło: materiały prasowe zespołu

Otwartość tego miejsca daje możliwość edukacji, kształtowania i inspirowania kolejnych pokoleń. Międzygeneracyjna grupa ludzi poprzez muzykę wymienia się energią, wiedzą i nawzajem inspiruje. To trudna, codzienna praca pełna napięć, przezwyciężania własnych ograniczeń, opierająca się na spotkaniu ucznia z mistrzem. Do Sejn przyjeżdżają bowiem wybitni muzycy z kraju i zza granicy, m.in. David Krakauer, Frank London, Marcin Masecki czy Mikołaj Trzaska, by dotknąć tego niezwykłego miejsca, spotkać się z Orkiestrą i zagrać dla sejneńskiej publiczności.

Kobiety też dają radę

Równie ciekawe są artystyczne wojaże kobiet, które poszukują czegoś na pozór innego, a jednak tego samego. Wspólnym mianownikiem jest odkrywanie korzeni, zgłębienie zagadkowej i tajemniczej przeszłości, a nawet zadane przez Olę Bilińską pytania: „Skąd przyszliśmy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?”. Artystka początkowo spotkała się z muzyką żydowską, gdy Paweł Szamburski zaprosił ją do zaśpiewania z SzaZaZe pieśni sefardyjskich. Koncert ten organizowany był w ramach festiwalu Warszawy Singera, na który niedługo później wróciła z koncertem solowym. Temat żydowskich kołysanek podsunął jej Rogiński i tak powstał koncept na Berjozkele. Pieśni wybrane ze zbiorów Józefa i Eleonory Młotków, choć w dużej mierze odnoszą się do dzieciństwa, przyrody i pejzaży, niekoniecznie kojarzą się z przyjemnymi rzeczami, ale i z przeszłością (w tym Zagładą) czy snem przywodzącym na myśl także śmierć. Drugą część dyptyku stanowi Libelid, czyli piękne, pełne uroku i tajemnicy pieśni miłosne w jidysz. To album skupiający się na jednym z najbardziej uniwersalnych dla ludzkości temacie – o sile relacji międzyludzkich, miłosnych historiach kochanków, a także żydowskich obrzędach i obyczajach.

Nie mniej ciekawe są poszukiwania pochodzącej z Białegostoku Karoliny Cichy. Po żydowskie motywy sięgnęła już na znakomitym albumie Wieloma językami, przy którym współpracowała z Bartem Pałygą. Poezja języka jidysz skłoniła ją do rozwinięcia tematu na Jidyszland. Sprawę potraktowała bardzo poważnie – wraz z hebraistami i specjalistami od jidysz przejrzała podlaskie archiwa, a także studiowała muzyczne korzenie tych terenów. Artystka wybrała ostatecznie 12 wierszy napisanych przez poetów z północno-wschodniej Polski. Część z nich zaśpiewała jako pierwsza. Płyta Jidyszland jest najbardziej literacka, teatralna i wymagająca w jej dorobku artystycznym.

Polska przed II wojną światową była wielokulturowym tyglem. Kreowanie mitu o homogeniczności kultury polskiej jest zakłamywaniem naszej historii oraz kulturowej różnorodności. Liczne artystyczne inicjatywy potwierdzają, że dziś jest ona na powrót żywa, płynie z duchem czasu. Mimo iż przestała być tylko domeną żydowskiej społeczności, niewątpliwie stanowi dla artystów skarbnicę wiedzy, możliwości i inspiracji. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich artystów zajmujących się tym tematem jest szukanie i odkrywanie oraz otwarty umysł. Niewybrzmiałe dźwięki dziś możemy wymyślić na nowo, a to, w jaki sposób traktujemy własną historię, mówi o nas więcej, niż myślimy.

Może Ci się także spodobać

Blues funeral

Latarnik

Sampler: Antony and the Johnsons

Dziewczyny, do przodu!