Damon Albarn i kamień filozoficzny

Szara uli­ca, ceglany blok typowy dla bry­tyjskiej zabu­dowy. Staty­cz­na kam­era, pędzące samo­chody. Ostat­nie uję­cie zdradza drob­ny szczegół: napis „John Dee House”. W opozy­cji do wiz­ji pada­ją pełne niepoko­ju słowa o hura­ganach, tor­nadzie, ogniu bożym, lewitacji przy świ­etle księży­ca i hip­no­ty­cznym tańcu. Tak brz­mi i wyglą­da „Mar­velous Dream” Damona Albar­na, pieśń stwor­zona na potrze­by wid­owiska-opery, do którego wyżej wymieniony skom­ponował muzykę. Każdy, kto choć­by w min­i­mal­nym stop­niu śledzi artysty­czną dzi­ałal­ność Albar­na, wie, że od lat towarzyszy mu swego rodza­ju twór­cza nad­pobudli­wość. Potrafi w tym samym cza­sie tworzyć płytę Goril­laz, pro­dukować dla zapom­ni­anej gwiazdy soulu i brać udzi­ał w pro­jek­cie muzy­cznym w Demokraty­cznej Repub­lice Konga.

„Dr Dee: An Eng­lish Opera” to opowieść o życiu Johna Dee, ang­iel­skiego uczonego, który był jed­nym z najwięk­szych rene­san­sowych mędr­ców i odd­awał się stu­diom z dziedziny matem­aty­ki, astronomii, geografii, a nawet naw­igacji i poli­ty­ki. Dee stu­diował w Cam­bridge i Bruk­seli, wykładał m.in. alge­brę w Paryżu, by w końcu powró­cić do rodzin­nego Mort­lake, gdzie zgro­madz­ił najwięk­szą pry­wat­ną bib­liotekę owych cza­sów w Anglii. Stał się men­torem dla sze­rok­iego kręgu bry­tyjs­kich intelek­tu­al­istów, a stąd już był jedynie krok do oso­bis­tej relacji z królową Elż­bi­etą, której doradzał w sprawach… astrologii. To on wybrał datę jej koronacji i stał się autorem poję­cia „Imperi­um Bry­tyjskie”. Gdy zgłębił już wiedzę dostęp­ną w mądrych księ­gach, postanow­ił dotrzeć „głę­biej”, studi­u­jąc mag­ię, alchemię i nau­ki kabal­isty­czne. Najwięcej energii poświę­cał próbom odkrycia kamienia filo­zoficznego oraz zami­an­ie wszel­kich kruszców w złoto.

Przeło­mowym momentem w jego życiu okaza­ło się spotkanie z Edwar­dem Kelleyem, aptekarzem, alchemikiem ama­torem, a później medi­um, za pomocą którego Dee kon­tak­tował się z zaświata­mi. Ów jego­mość okazał się po cza­sie doskon­ałym manip­u­la­torem i hochsz­ta­plerem, który przez dekadę żył na dworach całej Europy, przepowiada­jąc swoim moco­daw­com świ­et­laną przyszłość i góry zło­ta. Zau­fany mędrzec królowej planował spoko­jne życie w zaciszu swego lab­o­ra­to­ri­um, w którym mógł­by bez przeszkód ekspery­men­tować i komu­nikować się z zaświata­mi za pomocą krysz­tałowych kul, lus­ter z obsy­di­anu i swego medi­um – Kel­leya. Ten dru­gi miał zgoła odmi­enne plany, a jego celem było zgro­madze­nie jak najwięk­szego majątku, a nie było­by to możli­we bez sze­ro­kich kon­tak­tów w świecie bogatych dworzan całej Europy.

Tak oto, za pośred­nictwem hra­biego Leices­tera, doszło do spotka­nia owego zjawiskowego due­tu z woje­w­odą sier­adzkim Olbrachtem Łaskim. Zru­jnowany już wtedy pol­s­ki mag­nat karmił się nadzieją, że dzię­ki alchemicznym zdol­noś­ciom Johna Dee pod­niesie z upad­ku swój majątek, a wiz­je Kel­leya pomogą przewidzieć przyszłość i skutecznie manip­u­lować królem Ste­fanem Bato­rym. Rozpoczęły się negoc­jac­je w spraw­ie podróży ang­iel­s­kich przy­jaciół do Krakowa. Początkowo Dee nie chci­ał słyszeć o tak dale­kich eska­padach, ale duchy w wiz­jach medi­um i dukaty Łask­iego skutecznie go przekon­ały. Rankiem 21 wrześ­nia 1583 roku karawana uczonych wyruszyła w drogę do odległej Rzeczy­pospo­litej, a jej prze­bieg moż­na odnaleźć w dzi­en­nikach Johna Dee. Do stol­i­cy „Naj­jaśniejszej” dotar­li 13 mar­ca 1584, by odtąd wieść życie w dostatku dzię­ki dotacjom swo­jego patrona, studi­u­jąc metody trans­mu­tacji met­ali i rzeko­mo zamieni­a­jąc frag­ment met­alowej patel­ni w czyste złoto.

Całe przed­sięwz­ię­cie zajęło jed­nak mnóst­wo cza­su, a majątek Łask­iego zdążył w tym cza­sie drasty­cznie stop­nieć. Panowie w poszuki­wa­niu nowego moco­daw­cy stanęli przed życiową szan­są – w Niepołom­i­cach zaaranżowano seans spiry­tysty­czny dla samego Ste­fana Batorego, który marzył o poz­na­niu przyszłoś­ci. Edward Kel­ley w swoich wiz­jach jed­nak przeszarżował. Bóg prze­maw­ia­ją­cy jego głosem okazał się sro­gi dla pol­skiego wład­cy, oskarża­jąc go o niespraw­iedli­we sądy, apos­tazję, czynił aluz­je do choro­by Batorego i wskazy­wał na jego niewdz­ięczność wobec bożej łas­ki. Obiecy­wał jed­nak odkupi­e­nie, o ile wład­ca będzie uległy i wsłuchi­wać się będzie w rady mędr­ców – Johna Dee i Kel­leya, rzecz jas­na. Ste­fan Bato­ry pozostał jed­nak głuchy na groź­by samego Boga i uiś­ci­wszy zapłatę, nakazał usunąć uczonych z dworu.

Tak oto his­to­ria zat­acza koło, a twór­c­zość Damona Albar­na okazu­je się mieć z Pol­ską więcej wspól­nego, niż mogło­by się wydawać. Czy to alchemia? Czary? Z pewnoś­cią mag­iczne są dźwię­ki „Dr Dee: An Eng­lish Opera”, która przemknęła w zasadzie nieza­uważona. Obser­wu­jąc muzy­czne pomysły jej auto­ra, nie sposób nie postaw­ić pyta­nia, czy aby nie odkrył on kamienia filo­zoficznego, który wszys­tko, co nies­zla­chetne, w zło­to zamienia. Muzykę na pewno.

Artykuł pier­wot­nie ukazał się w Muzy­cznym Infor­ma­torze Cul­tur­al­nym nr 16

Może Ci się także spodobać

Kolekcjon­er / Duża czarna i jej fan

Sam­pler: Talk­ing Heads

Świątecz­na pocztówka od Toma Waitsa

Rym­cimpym­cim w służ­bie świąt