Sampler: Sinéad O’Connor

TROY [TROJA]

W czerwcu 2021 roku Sinéad O’Connor oficjalnie ogłosiła swoje przejście na emeryturę. Zanim to jednak nastąpi, pewnie w 2022 roku, ma być jeszcze premierowa płyta (w zamyśle ostatnia) oraz promująca ją trasa. I niezależnie od tego, czy artystka w decyzji tej wytrwa – a już zdarzało jej się wycofywać z życia muzycznego, by szybko do niego powrócić – taka deklaracja końca aktywności twórczej stanowi doskonały pretekst, żeby raz jeszcze przyjrzeć się początkom jej działalności twórczej.

A początki te były spektakularne. Najpierw w 1986 roku nieznana wtedy prawie nikomu młoda wokalistka z Irlandii pojawia się na solowym singlu gitarzysty U2, The Edge – chodzi o piosenkę „Heroine” nagraną do filmu „Captive” w reżyserii Paula Mayersberga. Już w roku kolejnym wydaje doskonałą płytę debiutancką zatytułowaną „The Lion and the Cobra”, do dziś powszechnie uznawaną za jej najwybitniejsze osiągnięcie artystyczne. Niebagatelną rolę w tym ekspresowym, ale też w pełni zasłużonym sukcesie, odegrała pierwsza ujawniona piosenka z tego albumu – monumentalne i przeszywające „Troy”.

Sinéad O'Connor

Piosenka ta jest chyba najlepszym przykładem tego, w jak doskonały sposób O’Connor panuje nad swoim głosem i na jak wysokim poziomie stale utrzymuje jego emocjonalną intensywność. Hipnotyzując szeptem i porażając krzykiem, często w obrębie kilku zaledwie sekund, O’Connor udowadnia, że jest mistrzynią wokalnej dynamiki. W jej głosie są pasja, furia, bezbronność, kruchość, a do tego jakiś rodzaj wystudiowanej teatralności. Przede wszystkim jednak jest brutalna szczerość. Bo kiedy Sinéad O’Connor śpiewa, to ja jej wierzę. Po prostu.

Równie ważna jest warstwa literacka piosenki. Intuicja wskazywałaby na nawiązania do Homerowej Iliady i opisanej w niej wojny trojańskiej. Nie byłoby to jednak odczytanie stuprocentowo słuszne, przynajmniej nie bezpośrednio. Bo choć w swojej „Troi” O’Connor odwołuje się do klasyki literatury, to nie jest to utwór starogrecki, a irlandzki, i to nie aż tak odległy w czasie. Tekstem tym jest wiersz „No Second Troy” („Nie było drugiej Troi”) autorstwa irlandzkiego poety Williama Butlera Yeatsa – jednego z najważniejszych autorów dwudziestowiecznych i jednego z mistrzów samej O’Connor. W opublikowanych w 2021 roku Wspomnieniach (tł. K. Mojkowska) wokalistka wyznaje: „Kocham je [tj. wiersze Yeatsa – SK], bo są jak muzyka. Ale otwierają inne niebo. To, które jest we mnie. Nie boję się go, bo ma granice”. Opublikowany w 1910 roku, wiersz ten – tym razem nawiązujący do Iliady w bardziej bezpośredni sposób – stanowi reakcję Yeatsa na zawód miłosny, którego doświadczył kilka lat wcześniej. Czy też raczej całą historię nieodwzajemnionej miłości do irlandzkiej bojowniczki o niepodległość, Maud Gonne. Pomiędzy 1891 a 1901 rokiem Yeats oświadczył jej się przynajmniej cztery razy i przynajmniej cztery razy został odrzucony. Prawdziwym ciosem dla poety była jednak informacja o ślubie Maud Gonne z majorem Johnem MacBride’em w 1903 roku – wiersz „No Second Troy” jest bezpośrednią reakcją na to wydarzenie, rodzajem oskarżenia jej o bycie przyczyną jego nieszczęścia. Warto w tym miejscu nadmienić, że tu historia nieszczęśliwej miłości Yeatsa do Gonne się nie kończy: po rozwodzie z MacBride’em w 1916 roku (w tym samym roku, ale nieco później, major został stracony przez Brytyjczyków jako jeden z przywódców powstania wielkanocnego), poeta – wtedy już ponad pięćdziesięcioletni – ponownie spróbował szczęścia, by i tym razem zostać odrzuconym. Mało tego, mniej więcej w tym samym czasie oświadczył się córce Maud z pierwszego małżeństwa, dwudziestotrzyletniej Iseult – bez powodzenia, jak można było przypuszczać.

Choć „Troy” O’Connor jest piosenką o trudnej miłości, to w przeciwieństwie do wiersza Yeatsa nie dotyczy relacji romantycznej. W utworze tym – nie po raz ostatni – irlandzka wokalistka serwuje nam swoistą psychodramę dotyczącą jej skomplikowanych związków z matką, Marie O’Connor. Relacje te, jak utrzymuje Sinéad, naznaczone były psychicznymi i fizycznymi nadużyciami. Ponadto według relacji artystki – choć wersji tej nie potwierdza nikt z rodziny O’Connorów i ich bliskich znajomych – w grę miało wchodzić również molestowanie seksualne. We Wspomnieniach wokalistka pisze o kilku takich epizodach, nierzadko nie szczędząc drastycznych szczegółów: „Jestem dzieckiem, które płacze ze strachu w ostatnim dniu lekcji przed letnimi wakacjami. Muszę udawać, że zgubiłam swój kij do hokeja na trawie, bo wiem, że matka będzie mnie nim tłukła przez całe lato, jeśli go wezmę do domu. Ale ona zamiast niego bierze kij od szczotki. Każe mi rozebrać się do naga, położyć na podłodze, rozłożyć nogi i ręce, a wtedy okłada mnie miotłą po miejscach intymnych. Każe mi raz po raz powtarzać »Jestem niczym«, bo w przeciwnym razie nie przestanie mnie tłuc”. To być może dlatego w 1979 roku, niespełna trzynastoletnia wtedy Sinéad opuszcza dom matki (rodzice rozwiedli się kilka lat wcześniej) i zaczyna mieszkać z nową rodziną ojca, Seana. Jednak i tu nie zagrzeje miejsca: dwa lata później, za wagarowanie i drobne kradzieże trafia na osiemnaście miesięcy do azylu sióstr magdalenek. Jak zazwyczaj wyglądało życie w takim przybytku, doskonale pokazuje film Siostry magdalenki z 2002 roku w reżyserii Petera Mullana. Jednakże dla Sinéad nie był to czas traumatyczny – to tam zaczęła pisać swoje pierwsze piosenki, śpiewać je i uczyć się gry na gitarze.

Sinead O’Connor podczas Lorient Interceltic Festival, 10 sierpnia 2013. fot. Pymouss / zródło: link

50. rocznica festiwalu folklorystycznego w Cambridge, 1 sierpnia 2014. fot. Bryan Ledgard / zródło: link

Marie O’Connor ginie w wypadku samochodowym w 1986 roku, kiedy Sinéad ma dziewiętnaście lat. Tragiczna i przedwczesna śmierć matki w połączeniu z brakiem możliwości pojednania się stanowią główną traumę wokalistki. I to właśnie „Troy” wydaje się jej najpełniejszą, najboleśniejszą manifestacją. Podobnie jak Yeatsowskie „No Second Troy” utwór O’Connor to pieśń oskarżenia: o krzywdę, o brak miłości, o emocjonalną zdradę porównywalną z tą trojańską. W brutalnej bezpośredniości i szczerości Sinéad O’Connor nie bierze jeńców. I choć kilka lat później dojdzie do jej symbolicznego pogodzenia się z Marie (tego dotyczyć będzie największy hit artystki, jej wersja Prince’owego „Nothing Compares 2 U” z 1990 roku), to zadra pozostanie w swoim drażliwym miejscu już na zawsze.

TROJA

nie zapomnę tego nigdy
Dublin w strugach deszczu
ja ukrywająca się w wysokiej trawie
starająca się utrzymać ciepło
nie zapomnę tego nigdy
każda niespokojna noc
i my w niej, tacy młodzi
przeświadczeni o własnej racji,
o własnej nieomylności
a potem wymykający się pod osłoną oczu
nie wiadomo dokąd
powiedz mi: czy światła już zgasły?

powstaniesz, powrócisz
jak Feniks z płomieni
nauczysz się wszystkiego
powstaniesz, powrócisz
i będziesz pamiętać o tym, kim jesteś,
o tym, że nie ma już kolejnej Troi,
którą mogłabyś spalić

nigdy nie chciałam cię zranić
przenigdy nie chciałam wypowiedzieć tych słów
zrobić to wszystko tobie
następnym razem powstrzymam ręce
czy ona cię kocha?
czy cię potrzebuje tak jak ja?
czy ty kochasz ją?
czy jest dla ciebie dobra?
czy potrafi cię przytulić tak jak ja?
chcesz, żebym została czy odeszła?
zawsze powtarzasz mi, że mnie kochasz,
a ja zawsze się zastanawiam, czy w to wierzyć
kocham cię, kocham cię mocno
dla ciebie zabiłabym smoka
dla ciebie podpaliłabym świat

ale powstanę, powrócę
jak Feniks z płomieni
już się nauczyłam wszystkiego
powstanę, powrócę
a ty będziesz patrzeć, jak wracam
i będziesz pamiętać o tym, kim jestem
o tym, że nie ma już kolejnej Troi,
którą mogłabym spalić

trzeba było zostawić zapalone światło
nie zrobiłabym wtedy tego, co zrobiłam,
a ty nigdy byś się o tym nie dowiedziała
nie testowałabym cię
i nie poddawała próbie
nie krzyczałabym, że nie możesz odejść,
a drzwi nie byłyby zamknięte na klucz
nie starałabym się przyciągnąć cię do siebie
i całować twoje oczy,
a ty nie błagałabyś mnie o bliskość
nawet gdybyś była przy mnie
wiem, wiem, chciałaś być przy mnie,
ale i tak wyłączyłaś światło
rzecz niewybaczalna

a potem nastały płomienie
które wypaliły wszystko
sprawiły, że ciągle plujesz ogniem
niezależnie od tego, co mówisz,
bo ciągle kłamiesz
ciągle jesteś kłamczuchą
ciągle ty

TROY

I’ll remember it
And Dublin in a rainstorm
And sitting in the long grass in summer
Keeping warm
I’ll remember it
Every restless night
We were so young then
We thought that everything we could possibly do was right
Then we moved stolen from our very eyes
And I wondered where you went to
Tell me when did the light die

You will rise
You’ll return
The Phoenix from the flame
You will learn
You will rise
You’ll return
Being what you are
There is no other Troy
For you to burn

And I never meant to hurt you
I swear I didn’t mean those things I said
I never meant to do that to you
Next time I’ll keep my hands to myself instead
Oh, does she love you?
What do you want to do?
Does she need you like I do?
Do you love her?
Is she good for you?
Does she hold you like I do?
Do you want me?
Should I leave?
I know you’re always telling me that you love me
Just sometimes I wonder if I should believe
Oh, I love you
God, I love you
I’d kill a dragon for you, I’ll die

But I will rise
And I will return
The Phoenix from the flame
I have learned
I will rise
And you’ll see me return
Being what I am
There is no other Troy
For me to burn

And you should’ve left the light on
You should’ve left the light on
Then I wouldn’t have tried and you’d never have known
And I wouldn’t have pulled you tighter
No, I wouldn’t have pulled you close
I wouldn’t have screamed, „No, I can’t let you go”
If the door wasn’t closed
No, I wouldn’t have pulled you to me
No, I wouldn’t have kissed your face
You wouldn’t have begged me to hold you if we hadn’t been there in the first place
Oh, but I know you wanted me to be there, oh, oh, oh
Every look that you threw told me so
But you should’ve left the light on
You should’ve left the light on

And the flames burned away
But you’re still spitting fire
Make no difference what you say
You’re still a liar
You’re still a liar
You’re still a liar

Może Ci się także spodobać

Blues funeral

Latarnik

Sampler: Antony and the Johnsons

Dziewczyny, do przodu!