Muzyka, która jest skończona, jest muzyką martwą

O tym, że EABS to aktualnie jeden z najlepszych i najmniej przewidywalnych składów koncertowych w Polsce, nie trzeba przekonywać nikogo, kto choć raz pojawił się na koncercie nadziei polskiego jazzu.

Kiedy w lutym wrocławski zespół grał w Narodowym Centrum Polskiej Piosenki, prezentował repertuar ze „Slavic Spirits”, czyli jednej z najlepiej przyjętych płyt 2019 roku. Koncert jednak zupełnie nie przypominał wcześniejszego o rok występu w Radiu Opole, w trakcie którego materiał został wykonany przedpremierowo. Kompozycje zdążyły w 12 miesięcy mocno zmienić swój charakter. EABSi postawili na nowe aranżacje i otwarte formy. Klawiszowiec zespołu Marek Pędziwiatr podkreśla, że duch improwizacji jest dla grupy szczególnie ważny: „Nie zamykamy się w formach. Nie chodzi o odtwarzanie, tylko o granie prawdziwej, organicznej muzyki, gdzie pomyła jest punktem wyjścia” – wyjaśnia muzyk.

Filozofia wrocławian wydaje się zbieżna z postrzeganiem sztuki przez Sun Ra. Charyzmatyczny jazzman miał kiedyś stwierdzić, że „muzyka, która jest skończona, jest muzyką martwą”. Cytat został ostatnio przypomniany przez Sebastiana Jóźwiaka, menedżera i spiritus movens grupy. Nie dziwi więc, że EABS entuzjastycznie podeszli do interpretowania repertuaru mistrza. Pretekstem do zmierzenia się kompozycjami Sun Ra był koncert, który odbył się w trakcie premiery albumu „Sun Ra Arkestra – Live in Kalisz 1986”. Wydawnictwo dokumentuje pierwszy polski występu legendy jazzu.

KONCERT EABS W NCPP – 22 LUTEGO 2020 / FOT. ROMAN ROGALSKI

EABS RO

Materiał na tyle spodobał się wrocławianom, że regularnie wracają do niego w trakcie koncertów i nieuniknione wydawało się nagranie płyty, na której EABSi interpretują Sun Ra. Jednym z pomysłów było zagranie koncertu w ramach prestiżowej serii „Church of Sound” w Londynie i wydanie zapisu wydarzenia. Ostatecznie jednak padło na Radio Opole i Studio M im. SBB mieszczące się w regionalnej rozgłośni. Muzycy rejestrowali w nim wcześniej 12-calową epkę „Svantetic/Kraksa”. Na minialbumie znalazły się dwie kompozycje Krzysztofa Komedy, które artyści zarejestrowali wraz z reprezentującym londyńską scenę muzyczną Tenderloniousem. Materiał został nagrany na „setkę” przy wykorzystaniu taśmy magnetycznej i nie był edytowany. Muzycy wybrali najlepsze z kilku nagranych podejść. Warunki sesji nagraniowej płyty „Discipline of Sun Ra” były bardzo podobne, z dwiema różnicami. Tym razem EABSom nie towarzyszył zagraniczny gość (zespół pożegnał się też z gitarzystą Voyto Monteurem). Dodatkowo album został zarejestrowany na twardym dysku, choć materiał i tym razem trafi na wosk, co zresztą wymusiło określony tryb pracy. „Z góry wiedzieliśmy, ile tych utworów będzie i jakie ograniczenia ma winyl. Celowaliśmy w 44 minuty, czyli 22 minuty na stronę. Musieliśmy określić z góry czasowy zakres utworów, zależało nam na tym, żeby np. 4-minutowy utwór nie rozrósł się do 8 minut” – stwierdza Sebastian Jóźwiak.

Spory wpływ na oblicze repertuaru miały obostrzenia związane z pandemią koronawirusa. Miesiące kwarantanny zostały poświęcone na proces, który wrocławianie nazywają „rekonstrukcją dekonstrukcji”. Najpierw muzycy posklejali bity z utworów Sun Ra (również tych mniej znanych, jak choćby „Discipline 27” bez przyrostka „II”, które czujne ucho może wychwycić w filmie „Joyful Noise”), potem nauczyli się te bity grać na żywo. „Najpierw zdekonstruowaliśmy Sun Ra, a później samych siebie w Sun Ra” – stwierdza Marek Pędziwiatr.

Premiera „Discipline of Sun Ra” i premierowy koncert w Radiu Opole z repertuarem z płyty już jesienią.

Może Ci się także spodobać

Winylowa gorączka

Damon Albarn i kamień filozoficzny

Umarł rock, niech żyje jazz?

MIC Zbigniew Wodecki

Zbigniew, o którym nikt nie słyszał