Bóg stworzył Dezertera

Dezerter w zeszłym roku skończył 40 lat. Nagrał jedną z najlepszych płyt w swoim dorobku i znów stał się gorącym tematem dla mediów.

Dezerter, materiał prasowy zespołu / fot. Robert Ochnio

Gdy pytam o to Krzyśka Grabowskiego, perkusistę, autora tekstów i współzałożyciela, ten zaczyna się zastanawiać, kiedy ostatni raz zespół przyciągnął taką uwagę. Wspólnie ustalamy, że w połowie lat 90., gdy Dezerter wydawał płyty w Warner Music Poland, jednym z majersów. „Troszeczkę podejrzewam, że wydanie naszej płyty zbiegło się z ogólnymi nastrojami społecznymi, które są bardziej radykalne czy ostre, jest więcej takiej energii w powietrzu. Możliwe też, że dziennikarze wyczuli, że można się w jakiś sposób odnieść do nas, do naszej płyty – dodaje”[i]. I ma w tym dużo racji. Przecież od 40. lat Dezerter walczy o normalność i z ironią wytyka nam nasze przywary.

Taka jest również płyta Kłamstwo to nowa prawda. Album jest krótki: zawiera 9 piosenek trwających raptem 27 minut. W tekstach Krzysiek nie porusza tematów nieistotnych – każdy z nich trafnie oddaje nastroje społeczne i wkurzenie sporej części naszego społeczeństwa. Mimo że piosenki mają prawie rok, to wydaje się, jakby były napisane przed chwilą, bo przecież każdy dzień przynosi nam następne afery, rząd coraz bardziej ogranicza wolność, media publiczne serwują nam kolejne kłamstwa, publiczne pieniądze przyznawane są organizacjom neofaszystowskim, a kryzys energetyczny spowodowany jest również odwracaniem się od ekologii i alternatywnych źródeł energii. Wszystkie te tematy w tekstach Grabowskiego się znalazły. „Podczas tych bezrefleksyjnych czynności dyskutowaliśmy sobie na różne tematy. Jednym z nich były nowe zespoły, które pojawiły się «znikąd» na polskiej scenie. Wtedy to powiedziałem prowokacyjnie coś, co zaważyło na moim życiu:

– Robert, może my też założymy zespół? To była wczesna wiosna 1981. Odpowiedź wtedy nie padła, ale po pewnym czasie wróciliśmy do naszej rozmowy.
– A kto będzie śpiewał? – spytał zawsze sceptyczny Robert.
– Nie wiem. To nie jest ważne – ja na to.
– A teksty kto będzie pisał?
– Ja mogę pisać.
– No dobra, to przynieś coś, to pogadamy.
– OK. Przyniosę. A na czym możesz grać?
– Na gitarze.
– Umiesz?
– Nie. A ty na czym chcesz grać?
– Mogę grać na bębnach.
– A umiesz?
– No co ty? W życiu nie grałem na perkusji. Ale się nauczę”**.

Dezerter, koncert w NCPP, 24.02.2017 / fot. Roman Rogalski

Dezerter, koncert w NCPP, 24.02.2017 / fot. Roman Rogalski

Najpierw było SS-20

Dezerter powstał w maju 1981 roku. Krzysiek Grabowski w swojej książce Dezerter. Poroniona generacja? wspomina sytuację, która wtedy miała miejsce, a zdarzyła się podczas prac społecznych. Wtedy to uczniów Technikum Elektronicznego, do którego uczęszczali Krzysiek i Robert Matera, wysłano do grabienia terenów obok torów kolejowych. Basistą został kolega z klasy Darek Stepnowski, bo „miał w domu pianino i w dzieciństwie uczył się trochę grać. Przyparty do muru przyznał, że ma gitarę basową”**. Wokalistę znaleźli w niższej klasie. Darek „Skandal” Hajn „podobno gdzieś się już udzielał, a poza tym świetnie wyglądał. Rasowy punk”, jak wspomina Grabowski i dodaje, że „tak jak my musimy się uczyć grać, on musi uczyć się śpiewać”**. Musieli wymyślić też nazwę – najlepiej kontrowersyjną. Padło na SS-20, czyli symbol radzieckiej rakiety, która mogła przenosić głowice atomowe. Oczywiście informacja o tej rakiecie była tajna, ale jakoś przedostała się do obiegu i „nie mogliśmy sobie odmówić użycia takiej nazwy, skoro już udało nam się ją poznać”**, wspomina Grabowski.

Tak właśnie powstawały zespoły w latach 80.: koledzy z klasy lub podwórka, z jednej ekipy słuchającej podobny rodzaj muzyki, często niepotrafiący grać, zaczynali swoją przygodę z muzyką. Takich zespołów powstały wtedy tysiące. Tylko niektóre przetrwały. Nazwa SS-20 funkcjonowała do jesieni 1982 roku, a zespół zdołał w tym czasie zakwalifikować się na festiwal do Jarocina i stać się jednym z bohaterów reportażu Jarocin 82. Dopiero wtedy zaczęły się schody i muzycy stanęli przed dylematem: rozwiązać zespół czy zmienić nazwę? Na szczęście sięgnęli po drugie rozwiązanie – tak pojawił się Dezerter. Przy zmianie przyświecało im hasło: „Diabeł stworzył armię, a Bóg – dezertera”.

Ku przyszłości

Dezerter szybko urósł do miana głosu pokolenia, które swoje nastoletnie lata spędziło w stanie wojennym i w czasie ogromnego kryzysu gospodarczego lat 80. Bezkompromisowa muzyka i teksty Grabowskiego od samego początku świetnie oddawały nastroje młodych ludzi, piętnowały konformizm i zachęcały do posiadania własnych opinii i poglądów. Dezerter stał się niejako sumieniem polskiej sceny muzycznej, umiejętnie dając sobie radę z systemem, a raczej w miarę dobrze go omijając. Dzięki wyróżnieniu zdobytemu podczas Ogólnopolskiego Turnieju Młodych Talentów członkowie zespołu dostali możliwość nagrania singla dla firmy Tonpress, jednej z wiodących firm fonograficznych w PRL. W tamtych czasach teksty najpierw musiały przejść przez cenzurę. Z dwunastu wysłanych do cenzora, ostały się cztery i to one znalazły się na osławionej siedmiocalowej epce wydanej w 1983 roku. To jedna z najważniejszych małych płytek w historii polskiej muzyki, na której młodzi muzycy utarli nosa systemowi, z ironią i kpiną prowokacyjnie śpiewając Spytaj milicjanta, on ci prawdę powie czy w piosence Ku przyszłości parafrazując język socrealizmu.

Dezerter umiejętnie omijał system i jako jeden z pierwszych stworzył w 1984 roku niezależną i oczywiście podziemną manufakturę Tank Records, w której wydawał kasety i fanzin. Pierwszą kasetą była Jeszcze żywy człowiek, na której znalazł się zapis koncertu zagranego podczas festiwalu w Jarocinie w 1984 roku. Robert Matera tak wspominał o tym w filmie Jarocin, po co wolność: „Wpadliśmy na to, żeby założyć Tank Records, czyli spotkać się i umówić, że zrobimy taśmę matkę, zakupimy magnetofon dwukasetowy, na którym będziemy to kopiowali. Przygotujemy projekt okładki, na ksero będziemy go powielać. Kupimy czyste kasety, co nie było takie proste. Każdy element musiał być rozpracowany, żeby udało się wydać tych kilkaset egzemplarzy i rozprowadzić wśród niezależnej publiczności”. To właśnie nagrania z tej kasety, z epki Tonpressu oraz kilka piosenek zarejestrowanych po znajomości w Polskim Radiu (Robert Matera: „Nasz kolega ze szkoły jako że był elektronikiem, miał tam jakieś praktyki czy pierwszą pracę. Miał klucze do studia i w nocy wpuścił nas na kilka godzin, żebyśmy mogli na żywo zarejestrować kawałek materiału”) znalazły się na pierwszej płycie Dezertera Underground Out Of Poland. Album ukazał się nakładem słynnego kalifornijskiego fanzinu „Maximumrocknroll” i był dostępny oczywiście poza Polską. Polski debiut to płyta Dezerter. Miała być zatytułowana Kolaboracja, ale ten tytuł nie spodobał się cenzurze. Nie spodobało się też kilka sformułowań, więc je „wypikano”. Album ukazał się w 1988 roku, a wydał go Klub płytowy „Razem”, czyli firma założona przy popularnym tygodniku młodzieżowym. Album też nie pojawił się w zwykłej sprzedaży, a w limitowanym nakładzie pięciu tysięcy, bo tylko dla klubowiczów. Na szczęście pojawiła się też kaseta w o wiele większym nakładzie, więc przekaz Dezertera był słyszalny w większej ilości domów.

Dezerter, koncert w NCPP, 24.02.2017 / fot. Roman Rogalski

Musisz być kimś

Po przemianach demokratycznych 1989 roku zniesiono cenzurę, dzięki czemu można było otwierać firmy, przestały też obowiązywać weryfikacje, czyli z góry ustalone stawki za koncerty, więc rynek muzyczny też zaczął się tworzyć niemal od początku. Polska stała się krajem, z którego łatwiej było wyjechać w świat, dlatego zespoły zaczęły próbować swoich sił w innych krajach. To wtedy Dezerter zaliczył chyba najbardziej egzotyczny wyjazd do Japonii. W tym czasie powstała bardzo silna scena niezależna – ukazywało się dużo fanzinów i gazet, powstały wydawnictwa płytowe, organizowano koncerty i festiwale. Niezależny obieg muzyki zyskał na sile. Dezerter ugruntował swoją pozycję, stając się wzorem do naśladowania również ze względu na bezkompromisowość. To wtedy, w połowie lat 90., Dezerter związał się z firmą Polton, która chwilę później stała się polską częścią międzynarodowego koncernu Warner Music Poland. Mimo tego, Dezerterowe ostrze się nie stępiło, w przekazie zespołu niewiele się zmieniło, teksty Grabowskiego wciąż krytykowały system, wyciągały defekty raczkującej demokracji i wytykały nam nasze wady.

„To był taki czas, kiedy byliśmy w pełni profesjonalnymi muzykami. Mogliśmy żyć z muzyki, wydawać płytę co rok czy dwa i grać coraz bardziej intensywnie” – opowiada Matera. Zmieniło się to na przełomie wieków, kiedy rynek koncertowy zaczął upadać. Musieli znów wprowadzić inny plan, który realizują do dziś – muzyka nie jest jedynym źródłem utrzymania Grabowskiego i Matery. Tylko basista Jacek Chrzanowski, który w zespole jest o 1999 roku, utrzymuje się z muzyki, gra między innymi z Dawidem Podsiadło.

Dziś Dezerter występuje około 40. razy w roku (oczywiście nie wliczając czasu pandemii) i co kilka lat nagrywa płyty. Ostatnia, czyli Kłamstwo to nowa prawda, jest wyjątkowym zwieńczeniem 40-lecia, bo pokazuje grupę w wybornej formie. Swoje „trzy grosze” dodał wybitny realizator i producent Kuba Galiński, któremu udało się odświeżyć brzmienie Dezertera. Wiele osób uznało tę płytę wręcz za najlepszą w ich długiej dyskografii. Coś w tym jest, bo zauważyły ją nawet media, które wcześniej Dezerterem się nie interesowały. Czy to tylko kwestia trafnego odniesienia się do teraźniejszości? Chyba jednak nie – po prostu napisali świetne piosenki. Przecież Dezerter konsekwentnie idzie tą drogą od 40. lat. I jak powiedział Krzysiek Grabowski w wywiadzie z Maćkiem Chmielem, który pod koniec lat 80. był menedżerem zespołu i nazywano go nawet „polskim Malcolmem McLarenem”: „Opozycyjność można nam zarzucić wobec wszystkich rządów w ciągu tych czterech dekad. Ta teza jest więc naciągana, bo Dezerter zawsze komentuje po swojemu, a że jakiś rząd się akurat głupio podkłada, to jest to już problem tego rządu, nie nasz”.

Rządy się zmieniają, a Dezerter wciąż trwa. I niech tak zostanie.

[i] Wypowiedzi pochodzą z wywiadu z Krzyśkiem Grabowskim, które znalazły się w audycji Radio Aktywny Blok w Radiospacji.

** Wypowiedzi pochodzą z książki Krzysztofa Grabowskiego Dezerter. Poroniona generacja?.

Zdjęcie główne: Maciej Olinkiewicz

Może Ci się także spodobać

Blues funeral

Latarnik

Sampler: Antony and the Johnsons

Dziewczyny, do przodu!