Wczorajszy koszmar dzisiejszą rzeczywistością, a to, co jeszcze miesiąc temu wydawało się niemożliwe i każdy, absolutnie każdy powiedziałby: „nie no, nie ma szans”, dziś jest zupełnie realne. Dlatego zapraszam na koronakronikę oraz muzyczne gdybanie połączone z próbą zbliżenia się choć o krok do odpowiedzi, co w sferze muzycznej nowa rzeczywistość może nam przynieść.

Rodzimy „gdybizm” w utworze Gdzie tak pięknie? na warsztat wzięli m.in. Łona i Webber, poświęcając mu wszystkie zwrotki oraz refren: „Wprawdzie horyzonty tu nie najszersze, marne gusta, (ale) gdzie tak pięknie potrafią przypuszczać? Gdzie takie dzikie tłumy drogą fantazji szłyby? Cały mój kraj zamknięty w gdyby”. Jeszcze ostrzej tę specyficzną słabość w piosence Plamy na słońcu przedstawia Kazik Staszewski w zespole Kazik na Żywo: „Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka, gdyby się nie przewrócił, byłaby rzecz wielka. Gdyby to najczęstsze słowo polskie, gdyby mama miała f…, toby była ojcem”. Dlatego jeśli nie predyspozycje, to przynajmniej tradycję w zastanawianiu się, co by się mogło wydarzyć, posiadamy, dlatego zerknijmy, dokąd kwarantanna i – o zgrozo – nowa normalność mogą nas zaprowadzić.

Covido polo

Istnieje disco polo, gatunek muzyczny, który miał już nigdy na szerokie wody nie wypłynąć, a tymczasem w latach prawie dwudziestych XXI wieku wjechał na koniu cały na biało i do tego nadal cwałuje w najlepsze. Temu, kto spodziewał się takiego tryumfu, powiedzmy, kilka lat temu, osobiście ufunduję nagrodę. Ale żądam twardych dowodów, wszystko ma być na piśmie, potwierdzone billingami, stenogramami, ewentualnie przyjmę nagrania, ale niech nie szumią. Czy nam się to podoba czy nie, ogromna popularność disco polo jest faktem, dlatego aż dziw bierze, że jeszcze nie wylewa się z internetu covid polo: ckliwe, do bólu przewidywalne i – przede wszystkim – niosące w czasach zarazy wątpliwej jakości otuchę w jakże znanym rytmie. Drobna próba na samym początku kwarantanny miała miejsce, ale piosenka Wszystko będzie dobrze – jak można się domyślać – była tak udana, jak profetyczny był jej tytuł. Będzie źle, a na pewno inaczej i szczęśliwie wiele kolejnych covidowych songów w kraju nad Wisła nie powstało, choć podobno siostry Godlewskie czają się w zakamarkach światłowodu.

To jest fest Kryzys, pisany wielką literą

„Świńską dróżką na psim wózku jedzie Kryzys, odpychając się nóżką. To nie Kryzys picowany bajerą, to jest fest Kryzys pisany wielką literą!” – śpiewa Spięty i Lao Che w piosence Wielki Kryzys. Pasuje jak ulał, bo obecny kryzys, jeśli chodzi o przebieg i masowe, w skali całego świata, wstrzymanie większości sektorów gospodarki i życia społecznego nie ma sobie równych. I choć obostrzenia mniej lub bardziej dotknęły nas wszystkich, to grupa z Płocka może mówić o podwójnym pechu: oprócz zakazu zgromadzeń, a tym samym koncertów, w przypadku Lao Che w łeb wzięła także pieczołowicie przygotowywana trasa pożegnalna. Jednym z ostatnich koncertów, które zdołały się odbyć, był występ w NCPP 28 lutego, chwilę później wszystko się zatrzymało. Następnie zakazy i nakazy były zaostrzane stopniowo, by w końcu uziemić w domach niemal wszystkich. Uziemieni zostali także muzycy oraz ekipy z nimi powiązane i jak na razie końca nie widać. Poodwoływane zostały wszystkie trasy koncertowe i muzyczne festiwale, pardon, zostały przeniesione na przyszły rok, ale prawda jest taka, że nie ma pewności, że w 2021 tak liczne spotkania będą możliwe.

Wiadomo, lukę trzeba było szybko wypełnić, dlatego prędko pojawiły się w sieci solo koncerty z domu i różnego rodzaju streamingi. Wszystkie te inicjatywy warte są pochwalenia, ale chwilowość wspomnianych działań widoczna jest gołym okiem, bo ile można oglądać i słuchać koncertu w sposób zapośredniczony przez ekran telefonu, komputera czy telewizora? W koncertach na żywo chodzi o kilka rzeczy, a do najważniejszych należy przeżywanie muzyki w czasie rzeczywistym. Ów spektakl wymaga nagłośnienia, oprawy świetlnej oraz artysty i zespołu na scenie rzecz jasna, ale także współodbiorców. Ja też nie cierpię, jak mi ktoś zasłania, przyszedł sobie pogadać, bo przecież sala koncertowa jest świetnym do tego miejscem, albo przeszkadza w inny sposób, ale tak naprawdę w całej tej zabawie chodzi o wspólne przeżywanie, o bycie w grupie, stadzie czy innej wspólnocie. Nazwijcie to atmosferą, klimatem czy aurą, ale byliście kiedyś na koncercie, na który do dużej sali przyszło tylko kilka osób? No, nie polecam, ale jeszcze gorzej jest wtedy, kiedy siedzicie sami. I choć internet daje nam namiastkę prawdziwego kontaktu i w trudnym czasie odosobnienia bywa wielce pomocny, to na dłuższą metę nie może być rozwiązaniem. Erzac nigdy nie zastąpi pełnowartościowego oryginału.

Koncert Lao Chce w NCPP, fot. Katarzyna Mach

Zazieleni się, urośnie kilka drzew

Za jakiś czas mają powrócić wydarzenia sportowe na świeżym powietrzu, których liczebność nie będzie mogła przekraczać 50 osób, w ostatnim etapie otwarte mają zostać kina i teatry, ale – uwaga – „w nowym reżimie sanitarnym”. Co to dokładnie oznacza, jeszcze nie wiadomo, ale jest pewne, że póki nie zostanie wynaleziony skuteczny lek lub szczepionka, kilkaset lub kilka tysięcy osób na występie nawet pod chmurką nie będzie mogło się spotkać. A jak wiadomo, lato mamy długie i gorące, a jesień słoneczną i bez opadów, więc spokojnie do grudnia, a może nawet do stycznia będziemy mogli pod chmurką…

Kiedy, jak śpiewało VOO VOO, „stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było” i wróci stara, a nie nowa normalność, tego nie wiemy. Wiemy za to ponad wszelką wątpliwość, że przez jakiś czas będzie inaczej. Trudno tak naprawdę przewidywać, jak długo i w jakiej formie, bo sytuacja jest tak zmienna, że konia z rzędem temu, który dokładnie opisze i umieści w kalendarzu etapy, dlatego tym bardziej powinniśmy przyjrzeć się stanowi rodzimej kultury i twórców. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że są ważniejsze dziedziny, chociażby służba zdrowia i jej pracownicy, którzy potrzebują nie tylko ciepłych słów, ale także sprzętu i po prostu pieniędzy. Ale artyści, a w tym przypadku mam na myśli muzyków, to najczęściej osoby niezatrudnione na stałe, które zostały – i przypuszczalnie jeszcze przez wiele miesięcy zostaną – na lodzie.

„Kilkoro naszych artystów na co dzień mieszka w Niemczech, w Berlinie, i wraz z zaostrzeniem się epidemii i uniemożliwieniem zarobkowania każdy muzyk, niezależnie, czy urodził się w Polsce czy w Niemczech, mógł zgłosić się po tzw. zapomogę. Ważne, że zamieszkiwał np. w Berlinie. Oczywiście nie są to ogromne pieniądze, ale można spokojnie za nie przeżyć, a w naszym kraju niejeden by o takich marzył” – mówi Paweł Szumny z firmy ToinenMusic, reprezentującej m.in. Gabę Kulkę, Marcina Maseckiego, Mariusza Patyrę czy Jazz Band Młynarski-Masecki.

Mówi się, że rozwinięte społeczeństwa czy państwa poznaje się po stosunku do kultury, po tym, jak gromadzą i pielęgnują ten czasem trudno uchwytny kapitał i dorobek – edukację, czytelnictwo, zasoby muzeów, sale koncertowe, ale też sprzedaż książek, płyt, biletów na spektakle i koncerty. O tym, jak istotną dziedziną i dużym sektorem gospodarki może być rozrywka i kultura, pisaliśmy w jednym z pierwszych MIC-ów; w premierowym internetowym Muzycznym Informatorze Culturalnym warto chyba raz jeszcze o tym wspomnieć. Szkoda tylko, że w tak rzekomo dobrze prosperującym kraju, usianym narodowymi czempionami co skrzyżowanie ulic, nie tylko nie ma mowy o formie wsparcia finansowego dla twórców, ale jeszcze nikt nawet nie zaczął debaty na ten temat. Bo przecież kultura zawsze była ważna i nikt nigdy nie traktował jej po macoszemu…

Koncert Waglewski+ w NCPP, fot. Katarzyna Mach